Aktualnosci - będziesz kopiował? Napisz źródło! copyright by kaczawskie.pl

 

POSZUKIWANY, POSZUKIWANA...

 

Prof. dr hab. Krzysztof R. Mazurski przekazuje do wiadomości prośbę następującej treści: "Poszukuję ilustracji - fotografii, rysunku lub widokówki przedstawiającej pomnik tzw. Chrzcielnego Dębu (Taufeiche), lub źródła (czasopisma, książki, strony internetowej), gdzie może się ona znajdować. Obiekt ten wznosił się przy leśnej drodze, na wschód od szosy Kondratów - Wilków i został zniszczony na przełomie lat 80/90 XX wieku."

 

Proszę o kontakt osoby które mogą pomóc w poszukiwaniach- dysponuję adresem internetowym z p. Mazurskim.

 

PIĘKNE I DZIWNE NAZWY POGÓRZA KACZAWSKIEGO

 

Jerzy K. Bieńkowski

 

Pogórze Kaczawskie zalicza się do dwóch najrozleglejszych mezoregionów Sudetów Zachodnich.
Z pewnością determinowało to rozwój polskiego nazewnictwa po roku 1945. Przed 57 laty ustalono pierwsze 111 polskie toponimia tego regionu, co stanowiło, aż 9,25% całego polskiego nazewnictwa Sudetów. W Rozporządzeniu Ministra Administracji Publicznej z dnia 28 maja 1949 roku, podzielono Pogórze Kaczawskie na dwie nierówne części: między Bobrem i Kaczawą, oraz między Kaczawą a Nysą Szaloną. Dokładniejszy podział pojawił się dopiero w roku 1968 w pracy Wojciecha Walczaka – Sudety. Autor, wybitny geograf wrocławski, dał się poznać z niechęci do … przymiotników, których unikał w nazwach złożonych w swoim podziale Sudetów. Dlatego podaję jego podział Pogórza Kaczawskiego z korektą: Dolina Bobru, Pogórze Bolesławieckie, Rów Zbylutowski, Wzniesienia Płakowickie, Kotlina Proboszczowska, Wysoczyzna Ostrzycka, Rów Wleński, Dział Jastrzębnicki, Dolina Kaczawy, Pogórze Wojcieszowskie, Rów Świerzawski i Pogórze Złotoryjskie. Najbardziej dyskusyjne w tym podziale jest wyodrębnienie fragmentu Gór Kaczawskich i zaliczenie go do Pogórza Kaczawskiego pod nazwą : „Pogórze Wojcieszowskie”. Zdziwienie budzi również zaliczenie w całości do Pogórza , Doliny Bobru i Rowu Wleńskiego – granicznych mikroregionów z Pogórzem Izerskim i Górami Kaczawskimi.

Wśród 111 pierwszych polskich nazw Pogórza Kaczawskiego znalazła się grupa takich, które wywołują zastrzeżenia: SKĄPA – Giers-B. – (Łakoma), GIL – Kreuz-B. – (Krzyżnik), CHMIELEWSKA KOPA – Kappel-B. – (Kaplicza), SKRZYNKA – Keller-B. – (Piwnicza). OBORA – Tiergarten-B. – (Zwierzyniec), JEZIORNA – Putz-B. – (Strojna), PUSTAK – Rammberg – (Zajączek), WYDMUCH – Hoh-B. – (Wyżnia), SZYPUŁA – Schollen-B. – (Rolna), BOROWIK – Heidel-B. – (Pusta), NIWY – Blinde-B. – (Mżycza), CZYŻYCA – Giershohe – (Chciwiec), GRABOWA – Laub-B. – (Liściasta), BRZEŹNA – Butter-B. – (Masłowiec), RADOGOST – Janus-B. – (Półboże), JASTRZĘBNA – Rahm-B. – (Śmietaniec), MIĘDZYDROŻE – Futters-B. – (Pastewna), DIABLAK –Hohle Stein – (Zapadła Skała), CZERWONY KAMIEŃ – Geiers-B. – (Czerwony Gaj), MAKOWICA – Kanten Stein – (Kanciasta), CZARTOWSKA SKAŁA – Spitz-B. – (Ostra Skała), BIESÓWKA – Hollen-B. – (Golak).

Zastanawiającym rysem działalności KUNM było ochocze likwidowanie krzyży i kaplic w nazewnictwie, oraz niezrozumiała przyjaźń z piekielnikami: diabłami, biesami i czartami, nawet tam, gdzie nie było ku temu żadnego uzasadnienia historycznego. Cztery nazwy wymagają komentarza. Janus to niemiecka wersja Jowisza, głównego boga w rzymskiej mitologii, odpowiadającego rangą greckiemu Zeusowi. KUNM uznała za słuszne zastąpić go Radogostem. Nazwa jest ładna, ale problem polega na tym, że było to bożyszcze plemienia Redarów, najważniejszego w Związku Wieleckim, którego nazwa związana była z Radgoszczą, gdzie się znajdował. Co bożek Słowian Bałtyckich mógł mieć wspólnego ze Śląskiem, posiadającym własne centrum religijne na Ślęży? Jakie było uzasadnienie przenoszenia jego nazwy, aż w Chełmy? Dlatego wydaje mi się właściwym przypomnienie celnej nazwy „Półboże”, jaką nasi pradziadowie ukuli w języku staropolskim dla tego rodzaju bałwanów.

Zastanawiam się czy KUNM swoją przedziwną nazwą „Makowica” nie chciała czasem zasygnalizować czekające Polskę problemy z narkomanią, gdyż inaczej nie da się wytłumaczyć makowiska w środku lasu. Nazwa niemiecka oznaczała ‘kanciastą skałę’ i jako taka funkcjonuje również w języku polskim od początku. Turyści znowu okazali się mądrzejsi od ‘jajogłowych’.

Blinde to po niemiecku: ociemniały, niewidomy, ślepy. Polska nazwa ‘Niwy’ to nie pierwszy kaprys KUNM. Tymczasem w starej polszczyźnie na ślepca wołano: ‘Mżyk’. Stąd moja propozycja: Mżycza. Pustak kojarzy się powszechnie ze specyficzną cegłą. Tymczasem niemieckie ‘ramm’ to królik, zając. Nasi pradziadowie nie odróżniali królika od zająca nazywając go ‘zajączkiem’. I to jest ta nazwa.

Urzędowe hydronimia Pogórza Kaczawskiego ustalono Zarządzeniem nr 115 Prezesa Rady Ministrów z dnia 1 czerwca 1951 roku. Były to następujące przetoki (dopływy) w dorzeczu Bobra, Skorej, Kaczawy i Nysy Szalonej: Ośna, Sklęczka, Sobótka, Bukownica, Widnica, Chmielnik, Żeliszowski Potok, Raszówka, Bobrzyca, Cisownik, Osika, Kruszynka, Kamiennik, Czerwieniec, Wilcza, Drążnica, Szreniawa, Prusicki Potok, Rogozina, Nysa Mała, Paszówka, Zatoka, Jawornik, Księginka, Starucha, Rowiec, Męcinka, Gajka, Błotnia, Ciekąca, Skora, Chełst, Debrznik, Czermnica, Wojcieszynka, Gajowa, Piaseczna, Zimnik, Jabłowa, Kraśnik. Tylko jeden ciek: Szreniawa (Schnee Bach), dopływ Kaczawy został bezpodstawnie przechrzczony na romantyczną Śnieżynkę. Oznacza to, że KUNM działająca centralnie bez Podkomisji Sudeckiej wykonała dobrą pracę. Tym samym w roku 1951 zakończono ostatni etap przywracania polskiego urzędowego nazewnictwa terenowego Pogórza Kaczawskiego. Nowe (nieurzędowe) polskie nazewnictwo powstawało na Pogórzu powoli, tak samo jak powoli wydawano mapy turystyczne obejmujące stopniowo cały mezoregion. Pierwszą mapą była w roku 1956 słynna ‘steciówka’ Tadeusza Stecia. Pokazywała ona południową część Pogórza Kaczawskiego do linii: Lwówek Śl. – Grodziec – Złotoryja – Rokitnica – Wiadrów, z tym, że część Pogórza Złotoryjskiego została zasłonięta przez legendę mapy. Mapa pokazywała następujące urzędowe hydronimia: Bóbr, Kaczawa, Nysa Szalona (błędnie oznaczona!), Chmielnik, Sobótka, Sklęczka, Skora i Czermnica. Na mapie znalazły się poza tym 42 urzędowe oronimia, lecz Steć nie umieścił ani jednego nowego toponimu! Na kolejną mapę turystyczną przyszło czekać aż do roku 1970, kiedy ponownie T.Steć opracował mapę „Góry Kaczawskie” PPWK. Mapa ta odcinała północną część Pogórza Kaczawskiego na linii: Brunowskie Wzgórza – Czaple – Złotoryja – Łaźniki i co gorsze, ustalała złą tradycję kultywowaną po dzień dzisiejszy przez Wydawnictwa Kartograficzne. Tym razem Steć nadrobił zaległości i podrzucił nam sylwonim: Górniczy Las, oraz 14 nowych oronimii: Czubek, Dziób, Zameczna, Czerwony Las, Czeska Góra, Sokołowa Góra, Sokołowskie Wzgórza, Krucza Ściana, Stolnica, Gozdnica, Kraśnickie, Wysoka, Wąwóz Myśliborski i Muchowskie Wzgórze koło Jurczyc. Ten ostatni oronim nie bardzo udał się Steciowi, gdyż stanowił kopię urzędowej nazwy koło Muchowa. Po trzech latach ukazuje się pierwszy przewodnik po wschodniej części Pogórza Złotoryjskiego, S.Jastrzębskiego „Jawor i okolice”, który jednak nie wprowadza zmian nazewniczych, powtarzając ustalenia Stecia. Przełom następuje dziesięć lat później. Najpierw, w roku 1983 J.Czerwiński i K.Mazurski wydają przewodnik ‘Sudety.Sudety Zachodnie’, w którym poprowadzono 18 tras po Pogórzu Kaczawskim, większość po raz pierwszy w literaturze. Oczywiście, że zwiększyło to natychmiast nazewnictwo Pogórza, co w rok później jest już odbite na mapie ‘Góry i Pogórze Kaczawskie’ PPWK w opracowaniu Marka Staffy. Jest to jedyna jak dotąd mapa turystyczna obejmująca bez żadnych redukcji obszar całego Pogórza Kaczawskiego. Mam na myśli mapę, której obszar jest zgodny z jej tytułem. Lata 1983-84 stanowią cezurę w rozwoju polskiego nazewnictwa w tym mezoregionie i definitywnie zamykają początkowy okres tego procesu. Trudno jednak nie zauważyć prawie dwudziestoletniego opóźnienia w stosunku do przodujących Rudaw Janowickich.

Mogę teraz przedstawić swoje wykazy nazw godnych pochwały jak i… wytknięcia. Dotychczas nie miałem żadnych problemów ze sformułowaniem listy nazw pięknych, ale na Pogórzu Kaczawskim nie ma z czego wybierać. Mamy nazwy źle tłumaczone, niezgodne z topografią terenu, albo nadane wg. dobrych chęci, którymi podobno piekło jest wybrukowane. Przyczynili się do tego również urzędnicy. Nazwy regionalnych rezerwatów przyrody stanowią w znacznej części językowe curiosum. Dlatego należy pamiętać, że poniższa lista powstała z dużym trudem i mozołem. Cyfry  przy nazwach jak zwykle oznaczają strony w tomie 7 Słownika Geografii Turystycznej Sudetów.

Droga Młyńskich Sosen – 167, Gajka – 174, Gniłe Rudniki – 180, Górniczy Las - 191, Grodziec – 199, Huzarski Skok – 215, Jesionowa Woda – 243, Ostrzyca – 382, Storczykowe Wzgórze – 554, Wielkie Organy – 380. Tą ostatnią nazwę musiałem poprawić. Rezygnując z historycznych nazw typu: Ostrzyca Proboszczowicka (Probosthainer Spitz-Berg), oraz Ostrzyca Jeżowska (Grunauer Spitz-Berg) ~ dzisiaj Stromiec, ostatecznie zrezygnowaliśmy w Sudetach Zachodnich z przymiotników pochodzących od miejscowości w tych nazwach. Mówimy o złożonych nazwach terenowych posiadających niemiecki rodowód. Dlatego nazwy typu: Wielkie Organy Wielisławskie lub Organy Wielisławskie są nieprawidłowe. Zestawienie obejmuje nazwy: dwóch potoków, łąki, drogi, lasu, zamku i wzniesienia, skałki, wzgórza i odsłonięcia tarczowego wylewu porfirów w kamieniołomie. Kilka nazw wymaga komentarza.

 

Kiedy w roku 1175 w gródku kasztelańskim nazwanym przez średniowiecznego pisarza ‘castrum Grodiz’ Książe Bolesław Wysoki wystawiał dokument fundacyjny dla lubiąskich cystersów, wśród dwunastu świadków podpisujących ten akt, znalazło się tylko jedno imię niemieckie. Czy książę mógł przypuszczać, że dwa wieki później, jego potomkowie będą mieć sytuację zgoła odmienną? Tymczasem Grodziec został najstarszym toponimem Pogórza Kaczawskiego dwadzieścia lat wcześniej, kiedy został wymieniony w słynnej bulli papieża Adriana IV, określającej granice diecezji wrocławskiej, a faktycznie – Dolnego Śląska. Dokument ten językoznawcy i historycy nazwali później ‘srebrną bullą języka polskiego’. Wobec takiej metryki, słowiańskie pochodzenie nazwy zamku i góry nie może podlegać najmniejszej dyskusji. Dyskusji natomiast podlega pierwsza wzmianka o wsi Grodziec, którą autor tego hasła w t.7 SGTS, wykorzystując indolencję watykańskiego skryby i zapis „Godinice” w dokumencie z 23 kwietnia 1155 roku, odniósł do tej wsi. Jako komentarz mogę zapewnić, że encyklopedyści też mają prawo do swoich fanaberii. Warto zwrócić uwagę, iż w języku staropolskim nazwa ‘Grodziec’ oznacza ‘mały gród’, co jeszcze bardziej hipotezę SGTS czyni mało prawdopodobną. We wspomnianej bulli występują wyłącznie kasztelanie i grody, skąd więc miejsce dla zapyziałej sudeckiej wsi, w której nigdy nie było grodu? Nie zmienia to opinii, że zniekształcony zapis „Godinice” jest praktycznie nie do rozszyfrowania, a wszelkie próby kończą się na dywagacjach.

Jesionowa Woda jest nazwą Zbygniewa Martynowskiego, który prawy dopływ Czermnicy, wypływający u podnóża Sołtysich Skał i noszący niemiecką nazwę Schonauer Wasser skojarzył z jesionem. Martynowski opublikował w roku 1976 artykuł: ‘Powrót polskich nazw na Ziemię Kłodzką ‘, gdzie po raz pierwszy sformułował pogląd, iż słowiańskie nazwy drzew: ‘ja(-sion,-wor)’ były transponowane przez germańskich skrybów na język niemiecki przez opuszczenie prefiksu „ja”. Stąd powstawały formy: schon, schon lub worlitz, urlitz, erlitz. O ile sprawdza się to w odniesieniu do Ziemi Kłodzkiej i Łużyc Wschodnich, (Sulików, Jasenowa Hora, Schoninberg 1234r.), gdzie słowiańszczyzna była zawsze silna, to próby rozciągnięcia tego na teren kolonizacji niemieckiej w Sudetach Zachodnich, są zwykłym nadużyciem. To nic innego jak sugerowanie, że każde stosowanie w toponimii niemieckiej przymiotnika ‘schon-piękny’ było związane z występowaniem w tym miejscu jesionów. Jest to oczywisty absurd! Dlatego nazwa potoku Jesionowa Woda niekoniecznie oznacza, że potok płynie przez jesionowy las.

Toponim ‘Górniczy Las’ wydaje się nazwą pospolitą, gdyż górnictwo na Śląsku i w Polsce było zawsze silnie rozwinięte. Jednak wcale nie przekładało się to na częstość występowania przymiotnika ‘górniczy’ w nazwach złożonych. Można nawet założyć, że było wręcz odwrotnie. Ramy tego opracowania nie pozwalaja na szersze zajęcie się tym tematem, który tylko sygnalizuję. Dlatego duże uznanie dla Stecia, iż wykazał czujność i refleks wprowadzając tą nazwę w roku 1970.

Jak zwykle ocena nazw zaliczonych do ‘dziwnych’ jest znacznie obszerniejsza. Oto ich wykaz:

Czaple Gniazdo – 146, Czarcia Droga – 146, Karczowisko – 254, Kokotek – 263, Krucze Skały – 280, Maczuga – 326, Przeździecki Las – 446, Skalica – 509, Skora – 517, Wysoka – 647.

CZAPLE GNIAZDO – Wagner Berg – Kołodziej.

Polska nazwa pojawiła się dopiero w latach siedemdziesiątych ub. w. W swoim bezsensie stanowi pewną oryginalność. Twierdzenie, że czapla wije gniazda na szczytach wyniosłych wzgórz, jest tym samym, co upieranie się, że bocian pływa. Z około 60 gatunków czapli, w Polsce najbardziej znana jest Czapla Siwa (Ardea cinerea), oraz Czapla Nadobna (Ardea garzetta), o charakterystycznym śnieżnobiałym upierzeniu. Czaple żyją w koloniach (czaplińcach), w okolicach rozlewisk lub płytkich zbiorników wodnych. Gniazda budują zawsze w pobliżu wody w trzcinach lub koronach łęgowych drzew, czasami w zaroślach, a nie na odległych wzgórzach. Nazwa niemiecka była związana z wiejskim rzemiosłem; Wagner to kołodziej. Nie bez znaczenia było i to, że góra znajdowała się na historycznym Kasztelańskim Szlaku, łączącym Świny z Wleniem. Proponuję zaufać Niemcom!

CZARCIA DROGA – Juden Weg – Żydowska Droga.

O, nie!! To już nie jest pomyłka, czy niedopatrzenie. To klasyczna głupota w całej swojej krasie! Wianim ‘Juden Weg’ to świadectwo kultury narodu, który na tych terenach przeminął, i któremu zgotowano zagładę. Usuwanie takich śladów nie wystawia pozytywnej oceny tym, którzy to robią, ale i tym, którzy to tolerują. W ostatecznym rozrachunku, lepiej trzymać z Żydami niż z diabłem.

KARCZOWISKO – Rode Wiese – Łaz.

Same chęci do nadawania nazw nie wystarczą. Karczowisko obnaża to do reszty. Nazwa Rode Wiese jest bez wątpienia nadana przez kolonistów niemieckich i wyjaśnia, że łąka powstała z wykarczowania lasu. Tego typu łąki nazywają się w Polsce  od XIII wieku ‘łazami’ i są bardzo licznie reprezentowane w toponimii terenowej, czego zresztą można dowiedzieć się już w Liceum na lekcjach historii.

KOKOTEK – Kahn Berg – Kokotek(Łódka).

Urzędowa polska nazwa jest piękna. Dlaczego, więc figuruje na liście ‘dziwnych’? Dlatego, że nadano ją niewłaściwemu obiektowi terenowemu. Kahn to po niemiecku „Łódka”. Co to ma wspólnego z kogutkiem? Tym bardziej, że góra przypomina profilem łódkę wywróconą dnem do góry. KUNM za często ustalała nazwy z mapy. Tutaj założono pochopnie, że Kahn jest pewnie zniekształceniem niemieckiego Hahn – kogut. Dlatego powstał Kokotek jako nazwa onomatopeiczna, tj. naśladująca głos kuraka: ‘ko-ko’.

KRUCZE SKAŁY – Rabendocken – Krucze Lalki.

Zgrupowanie fantastycznych piaskowcowych form skalnych w pobliżu byłej stacji kolejowej w Jerzmanicach Zdroju, wraz z dawnym wyrobiskiem XVIII wiecznego kamieniołomu. Steciowa nazwa pochodzi od skalnego muru  (ok. 100m długości!) tego wyrobiska, co jest nieporozumieniem, ponieważ nazwa niemiecka nawiązywała do fantastycznych form skalnych i oznaczała dosłownie: Krucze Lalki. Po co ją zmieniać?

MACZUGA – Gemskirch – Giemzi Kościół.

Nazwa niemiecka oznacza dosłownie: Giemzi Kościół. Niemieckie ‘gemse’ to kozica, giemza. Nazwa jest bardzo stara, gdyż w staropolskim ‘giemza’ znaczyła pierwotnie ‘kozicę górską’, a obecnie tylko ‘wyprawną kozią skórę’. Nazwa ‘Maczuga’ jest miejscowego chowu z ostatniego ćwierćwiecza. Nawiązuje do kształtu skałki na zasadzie: jak nie wiem, to jeszcze widzę. Nazwa niemiecka może mieć związek z tajnymi nabożeństwami protestantów po roku 1654, co tłumaczyłoby jej pejoratywny sens.

PRZEŹDZIECKI LAS – Geiersnase – Gajowy Nosal.

Już kilkakrotnie w swoich opracowaniach podkreślałem, że polska nazwa wzgórza jest bezsensowna z powodów czysto topograficznych. Las jest zawsze lasem, a nie górą. Tym bardziej, że wzniesienie posiada dosyć kłopotliwą nazwę niemiecką. Geier po niemiecku to sęp. Widocznie przyfrunął z Gór Izerskich, gdzie ta „zaraza” rozprzestrzeniła się wyjątkowo licznie. Jest to wytwór niemieckiej ludowej wyobraźni, ponieważ sępy żerują w krajach podzwrotnikowych. Znaczenie niemieckiej nazwy było oczywiste: ‘sępi dziób’. W roku 1976 Zbygniew Martynowski zwrócił uwagę, że sępy stanowią jedną z form transpozycji na język niemiecki słowiańskiego gaju: gaj = gei = gei+er. To ‘er’ stanowi sufiks, czyli końcówkę. Taki jest wzór na powstanie sudeckiego sępa. Topografia tych nazw tezę tą potwierdza; sępy występują w terenie zalesionym. Teraz propozycja polskiej nazwy będzie prosta: Gajowy Nosal. I niech wreszcie sczęźnie ten Przeździecki Las!

SKALICA – Klink Berg – Klęk.

Niewiele słowiańskich nazw terenowych zdołało przechować się pod patyną niemczyzny. Ta miała niebywałe szczęście, gdyż uratowało ją podobieństwo semantyczne. Niemieckie ‘Klink’ oznacza klamkę, a ta jak wiadomo, jest zgięta pod kątem prostym. Nazwa niemiecka jest substytucją fonetyczną naśladującą brzmienie i znaczenie polskiej nazwy ‘klęk’. Klękiem nasi pradziadowie nazywali odrost nadłamany przy ziemi, a potem drzewo wyrosłe pałąkowato lub pod kątem prostym, albo tzw. kozicę radła. Rzuca się w oczy podobieństwo do zgiętej w kolanie nogi klęczącego. Stąd różne derywaty: uklęknąć, przyklęknąć, wylęknąć i najstarszy: sklęczeć (jeszcze w Psałterzu Floriańskim – A.Bańkowski,ESJP). W oparciu o ten stary derywat  KUNM w roku 1951 ustaliła ładną urzędową nazwę potoku o niemieckiej nazwie ‘Klinkbach’ wypływającego u podnóża Klęku w formie; Sklęczka. Współcześni „poprawiacze” próbują zmienić ją na ‘Klinkówkę’. Jest to hybryda polsko-niemiecka, gdyż do niemieckiego rdzenia ‘klink’ doczepiono polski sufiks „ówka”. Mimo,że nazwa Sklęczka pojawiła się na mapach turystycznych stosunkowo wcześnie, już na steciówce w roku 1956, nadal spotyka się z niedowierzaniem i chęcią ‘korekty’. Klęk w Sudetach jest autentyczną perłą nazewniczą  i jako taka, powinien podlegać odpowiedniej ochronie i pielęgnacji.

SKORA – Schnelle Deichsa – Skora(Ojeń).

Polskie nazewnictwo terenowe w Sudetach charakteryzuje się wyraźną uniwerbizacją tj. dążeniem do zamiany nazwy złożonej na nazwę prostą (jednowyrazową). Z niemiecką toponimią sudecką jest dokładnie odwrotnie. Słowiańskie hydronimia proste były poszerzane o przymiotnik: schnelle, zwłaszcza jeżeli ciek posiadał bystry nurt, (Schnelle Deichsa, Schnelle Geike, Schnelle Neise, Schnelle Grund). Stąd wniosek, że pierwotna nazwa polska Skory była jednowyrazowa. Deichsel po niemiecku to dyszel. Wyraźna aluzja do nurtu rzeki, który w ciągu dwóch godzin potrafi zmienić leniwy tok w rozhukany żywioł, zmiatający wszystko co na drodze. W języku staropolskim dyszel to ‘oje’. Tak więc rzeka mogła otrzymać nazwę ‘Ojeń’, gdy tymczasem KUNM obdarzyła ją w roku 1951 urzędową nazwą ‘Skora’. Skory to chętny, ochoczy, skwapliwy. I to ma oddawać mordercze zapędy rozszalałej wody?

WYSOKA – Gersten Berg – Płaskurza.

Steć stanowczo nie docenił tej nazwy. Gersten oznacza dosłownie ‘jęczmienna’. Dla nas to jednak za mało! Problemem jest bowiem, o jaki jęczmień chodzi? To właśnie koloniści niemieccy przynieśli najpierw na Śląsk a potem do Polski jęczmień nagoziarnisty (Triticum spelta), zwany w Polsce orkiszem lub ‘niemiecką pszenicą’ a w języku staropolskim ‘płaskurem’. I tylko do tego może nawiązywać ta niepozorna nazwa!

 

Tom 7 SGTS należy do najlepszych w Sudetach Zachodnich. Nie przekłada się to w żaden sposób na jakość nazewnictwa polskiego na Pogórzu Kaczawskim. Tym bardziej, że terenowe polskie nazewnictwo w tym mezoregionie zaczęło się na dobre kształtować dopiero w latach osiemdziesiątych ub. w. Aktualny stan polskiego nazewnictwa można określić jako dwie trzecie ilości niemieckiej toponimii Pogórza Kaczawskiego. Co gorsze, znaczna część tego nazewnictwa wymaga wymiany z uwagi na ewidentne błędy, które zapoczątkowała pierwsza KUNM. Jedynym godnym odnotowania pozytywem jest liczniejsze niż w górach występowanie mikrotoponimii nadanych przez trzy pokolenia polskich osadników. To jednak tylko spostrzeżenie wymagające potwierdzenia przez kompleksową inwentaryzację.

 

 

Jerzy K. Bieńkowski.

copyright by kaczawskie.pl

 

 

Jerzy K. Bieńkowski

 

SYNDROM    KOBYŁY

 

Wśród 1200 pierwszych polskich nazw w Sudetach wprowadzonych Rozporządzeniem Ministra Administracji Publicznej z dnia 28 maja 1949 r. o przywróceniu i ustaleniu nazw miejscowości (M.P. 1949, nr A-44 z 13 lipca 1949 r., poz. 592), znalazła się w Grzbiecie Południowym Gór Kaczawskich jedna z najbardziej kontrowersyjnych nazw, zarówno, co do tłumaczenia jak i umiejscowienia. W dziale VIII, Góry Kaczawskie pod pozycją 319 czytamy: nazwa niemiecka – Altes Pferd, wysokość w metrach nmp – 626, nazwa polska – Kobyła. Altes Pferd to po niemiecku ‘Stary Koń’. Co temu biednemu koniowi zrobiono, że stał się kobyłą? Na to pytanie musiałby odpowiedzieć M.Orłowicz i jego koledzy z Podkomisji Sudeckiej KUNM. Ten niemiły zabieg dotyczył jednak nie tylko grzbietu Starego Konia ciągnącego się od Ogiera do Przełęczy pod Kobyłą, ale również najwyższego szczytu (kota 626m), w następnym grzbiecie, wyrastającym za wymienioną przełęczą i odciętym na SW, wąwozem Końskiej Debrzy. W taki właśnie sposób nazwy wymienione w pozycji 319 Rozporządzenia, przyporządkowano do dwóch odrębnych grzbietów i to jest istotą całego nieporozumienia. Próba odniesienia obu nazw do jednego grzbietu tzn. połączenia ich w całość, skończy się zawsze niepowodzeniem, o czym pierwszy przekonał się T.Steć uparcie lansujący Kobyłę na mapach „Karkonosze PPWK” w miejscu Starego Konia – Altes Pferd tj. pomiędzy Ogierem a Przełęczą pod Kobyłą. W dodatku robił to po północnej stronie Grzbietu Południowego, gdzie znajduje się łąka Starokońska Pastwa, a nie po stronie południowej, gdzie Kobyłczana Łąka. Na szczęście turyści okazali się mądrzejsi od mistrza! Jednak natychmiast pojawił się następny problem: jak teraz rozumieć Kobyłę? Czy to jest tylko kota 626m będąca kulminacją grzbieciku, czy cały grzbiecik? W tym miejscu należy przypomnieć cytowane już Rozporządzenie, gdzie dokładnie określono Kobyłę jako kotę 626m. Akt ten nadal obowiązuje, co łatwo sprawdzić na stronach: www.sejm.gov.pl/prawo/prawo.html. I byłby już koniec tematu, gdyby nie mapka IV stanowiąca załącznik do rozporządzenia. Na mapce zaznaczono Kobyłę jako…grzbiet ciągnący się od Widoku(?), nie oznaczając nawet punktem szczytu! Pomieszanie z poplątaniem! Jasno z tego wynika, że ratując honor ustawodawcy musimy wziąć sprawy w nasze ręce i zaproponować rozsądne rozwiązanie. Dlatego właśnie sugeruję, aby nazwa ‘Kobyła’ odnosiła się do koty 626m, zgodnie z intencją ustawodawcy. Druga kota 613m w tym grzbieciku to oczywiście Źrebak a nie, Źróbek, co nie jest gwarowym określeniem, ponieważ nie ma gwar na Dolnym Śląsku. Cały obszar Dolnego Śląska językoznawcy określają jako „nowe dialekty mieszane”. Gwary mogą występować wyłącznie w ramach dialektu np. gwary laskie jako odmiana dialektu śląskiego. Prawda o Źróbku jest prozaiczna: nazwa „powstała” w PPWK jako zniekształcenie steciowej propozycji: Źrebak. Dla bezimiennego grzbieciku, z którego wyrastają Kobyła i Źrebak proponuję nazwę: ‘Kobyla Chrzepta’, gdzie staropolskie „chrzib,chrzebta” to właśnie ‘grzbiet’. Na Kobylą Chrzeptę turyści najczęściej przenosili nazwę ‘Kobyła’. Pozostaje jeszcze ustosunkować się do trzech nazw wymienionych w tym tekście: Altes Pferd, Końska Debrza i Kobyłczana Łąka. Nazwa Altes Pferd należy do najbardziej tajemniczych w Górach Kaczawskich. Nie wypowiadają się na jej temat najbardziej znani autorzy przewodników niemieckich po tych górach: S.Beck,W.Patschowsky i R.Winde. Przypuszczam, że miała ona charakter ludowy i oznaczała fragment Grzbietu Południowego, o którym była już mowa, widziany od strony północnej z Podgórek. Świadczy o tym sposób rozpisania nazwy niemieckiej na mapie TK Messtischblatt, co właśnie zmyliło Stecia. Dla nas Stary Koń pozostanie grzbietem o kształcie kija hokejowego, odchodzącym od Ogiera najpierw w kierunku SW a potem na zachód i odciętym przez Przełęcz pod Kobyłą od Kobylej Chrzepty.

Wąwóz Końskiej Debrzy należy do najbardziej nieznanych obiektów fizjograficznych Grzbietu Południowego. Przyczynił się do tego T.Steć jako projektant, a znakarze jako wykonawcy przebiegu szlaku niebieskiego E3 na odcinku Widok – Przełęcz Komarnicka. Autor tych słów, już w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych ub. wieku toczył boje ze Steciem o przebieg tego szlaku. T.Steć przebił mnie wtedy argumentem, iż turysta idąc tym szlakiem ma podziwiać wspaniałą panoramę Karkonoszy i Rudaw Janowickich. Jak to się ma do rzeczywistości można przekonać się po przejściu tego odcinka. Szlak nie tylko omija miejsca najwspanialszych panoram w rejonie Ogiera 646m i na Trznadlowym Siodle, ale co gorsze, pozostawia z boku wszystkie atrakcje w masywie Maślaka a już szczególnie szczyty Okopowej i Pośredniej. Pierwszym grzechem tego szlaku jest Końska Debrza. Jest to piękny skalisty wąwóz opadający w kierunku SE do Rozdroża pod Debrzą. Końska Debrza wyodrębnia grzbiet Kobylej Chrzepty odcinając go od reszty Kobylego Grzbietu obniżającego się w kierunku Kotliny Jeleniogórskiej. Skalisty wąwóz jest częściowo sztucznego pochodzenia, co widać szczególnie w jego najwyższej części. Szlak niebieski podchodząc od strony Przełęczy pod Widokiem zbliża się do Kobylej Chrzepty na odległość około 100m i…nagle zmienia kierunek na SW i odchodzi leśną drogą wzdłuż zachodniego zbocza wspomnianej reszty grzbietu. Cały opisywany w tym artykule rejon znajduje się w powiecie złotoryjskim! Następnie przechodzi w poprzek Kobylego Grzbietu na drugą wschodnią stronę i powraca do góry na Rozdroże pod Debrzą. Gdyby idąc od Przełęczy pod Widokiem utrzymać cały czas południowy kierunek marszu to wejdziemy w zarośla, w których jest wejście do debrzy,(stp.debrza – wądół, parów). Po ok. 300m zejścia, przez zarośnięty wąwóz znajdziemy się na Rozdrożu pod Debrzą. Skraca to opisany odcinek szlaku niebieskiego prawie o 1,5 km. Kobyłczaną Łąkę od Trznadlowej Łąki oddziela na wschodzie grzbiecik; Ogier – Srokosz. Granicę północną łąki stanowi Ogier i Stary Koń. Na zachodzie łąka kończy się na ścianie lasu przedzielającej grzbiet Starego Konia, a na południu granicę stanowi droga, którą biegnie szlak E3. Wbrew pozorom „kobyłka” wcale nie jest „małą kobyłą”. Biernat z Lublina pod koniec XVw., tak pisał w jednej ze swoich bajek: „A kobyłki nic nie dbały,/ani się raz pracowały:/śpiewały lecie po łące,/gdy było słońce gorące”. Tak nasi pradziadowie nazywali w języku staropolskim: świerszcza, pasikonika, czy nawet szarańczę.

Prawdę pisze autor haseł „Kobyła” w tomie 6 SGTS, (po co aż dwa?) zaznaczając, że cały odcinek Grzbietu Południowego od Ogiera aż po Widok nie posiadał nazw niemieckich poza jedną: Altes Pferd. Jednak dla niemieckich chłopów były to wyłącznie tereny wypasu koni a dla nas jest to teren turystyczny, stąd większe potrzeby nazewnicze.

I jeszcze jedno. Nazwa ‘Altes Pferd’ w Rozporządzeniu została napisana w nawiasie. Rozwiązanie zagadki przynosi „wyjaśnienie”, w którym czytamy: nazwy niemieckie i liczby w nawiasach pochodzą z map 1:25000. Oczywiście chodzi o pruskie mapy TKM. Wynika z tego, iż zacna Podkomisja Sudecka nie pofatygowała się na Starego Konia i nie tylko. A to wyjaśnia wiele, a może nawet wszystko.

 

                                                                                                              Jerzy K.Bieńkowski

Legenda do mapki:

1. Chrośnica-wieś 2. Źródło Lipki 3. Banista-górka graniczna Grzbietu Północnego 4. Północne Źródło Młynki 5. Kaczawskie Siodło 6. Przełęcz pod Widokiem 7. Południowe źródło Młynki 8. Kaczy Dziób-zbocze Frycowego Wysocza 9. Starokońska Pastwa-łąka 10. Źródło Radzynki 11. Stary Koń-grzbiet zaznaczono kropkami 12. Ogier-szczyt 13. Radzyń-wieś, aktualnie:Podgórki Górne 14. Dolna Droga 15. Pogórecki Łom 16. Walońska Droga 17. Okopowa Droga 18 Trznadlowa Łąka 19. Trznadlowy Folwark-ruina 20. Źródło Trznadla 21. Trznadlowa Dolina, błędnie: Trzmielowa Dolina 22. Trznadlowe Siodło 23. Srokosz-górka 24. Źródło potoku: Stary Koń 25. Przełęcz pod Kobyłą 26. Źródło Piekarniczej Wody w Piekarniku, najwyższej części Piekarniczej Doliny 27. Kobyli Grzbiet 28. Rozdroże pod Debrzą 29. Źrebak-niższa kulminacja Kobylej Chrzepty 30. Źródło potoku-Źrebak, dopływ Bełkotki 31. Końska Debrza-wąwóz 32 Źródło potoku Świerzawa 33. Dziwiszów-wieś 34. Źródło Bełkotki (Trznadlowy Potok) 35. Ulinka-góra 36. Kapela-najwyższa część Podgórek 37. Łezka-górka 38. Dziwiszowskie Siodło 39 Kulminacja Widoku 40. Źrebięcy Grzbiet

Uwaga: W mapkę wrysowano przebieg niebieskiego szlaku E3. Kobyla Chrzepta została opisana słowami. Kobyłczaną Łąkę zaznaczono literami „KŁ”, a Frycowe Wysocze literami „FW”. Mapka została sklejona z dwóch fragmentów arkuszy: Jelenia Góra i Wojcieszów z mapy ‘Sztab Generalny” (WP) z roku 1952 w skali 1:25000. Mapa ta została skopiowana z pruskiej Messtischblatt z roku 1936. Obiekty fizjograficzne nr 37 i 38 nie istnieją, ponieważ zostały splantowane podczas budowy parkingu samochodowego dla narciarzy.

 

Mapka - Końska Debrza

Jerzy K. Bieńkowski.

copyright by kaczawskie.pl

 

OCZAMI STAREGO POWSINOGI

Od Redakcji dygresja: "kaczawskie.pl" przed publikacją, polemizowało z autorem "Oczami Starego Powsinogi" o tym czy tamtym. Osiągnięto porozumienie, którego motywem przewodnim jest wiecznie aktualna zasada: o gustach trudno dyskutować. Zatem, Drodzy Miłośnicy, z prawdziwą przyjemnością zapraszam do lektury, pierwszy raz w Polsce, tekst Jerzego K. Bieńkowskiego:

Jerzy K. Bieńkowski

OCZAMI STAREGO POWSINOGI

 

Kiedy w październiku 2005 r. po 18 latach od wyjazdu z Polski i po 25 latach od ostatniej wycieczki w Góry Kaczawskie oglądałem moje ukochane Góry, ogarnęła mnie groza. Sudety zdziczały! Całkowicie zmienił się krajobraz. Trafienie w dawne dobrze znane miejsca graniczy z autentycznym cudem. Drogi dawniej biegnące na skraju lasu dzisiaj są w jego środku. Wyginęły całe lasy jak np. Suchy Las pod Psim Kościołem, czy las świerkowy na Białych Skałach. Zarosły górskie łąki zielskiem nazywanym eufemistycznie: roślinami towarzyszącymi człowiekowi. Do diabła z niechcianym towarzyszem, który pochłonął wszystkie ścieżki i pożera górskie łąki. Odbija się czkawką bohaterska walka naszych polityków z Brukselą, aby chłopom płacić za fakt posiadania ziemi, a nie za jej uprawę. Politycy wygrali, Góry przegrały! A po co nawozić łąki i wydawać niepotrzebnie pieniądze – odparł mi chłop w Chrośnicy, pociągając „Tyskie”. Też prawda! Już podczas pierwszej wycieczki na Folwarczną zauważyłem, że coś nie gra. Droga z Okopów na Okopową i Folwarczną istnieje tylko w początkowym i końcowym fragmencie. Środek zniknął! Załamałem się dopiero po wejściu na Chrośnickie Kopy. Krajobraz do filmów  science-fiction! Metrowej wysokości chwaściska butnie zarastające wszystko. Chachmęcia uniemożliwiające podejście do każdego szczytu. Na Kaznodziejskiej Kopie poddałem się. Nie tylko dotarcie do skałki Kazalnicy okazało się marzeniem, ale była trudność zejścia do doliny potoku Chrośnika. Przed 40 laty, kiedy pierwszy raz do niej wszedłem, wokoło rosła trawa tylko gdzie niegdzie krzaczki, a Dołek i Oboczna Przełęcz były znakomicie widoczne w terenie. Dzisiaj to pojęcia czysto topograficzne, lepiej pokazane na mapie niż na jawie. Dolinę pochłonął las a chęchy bronią dojścia do potoku. Na nielegalnych wyrębach błyskawicznie wyrastają chrósty a leśnicy znużeni swoimi obowiązkami piją pod sklepem w samo południe, czego „za Gierka żaden się nie odważył”. Wieś drzemie, lecz wie wszystko… W zasadzie nie ma kłopotów z bazą noclegową i żywieniową. Przybyły nieznane dawniej pensjonaty, oraz tzw. agroturystyka tj. obiekty noclegowe na wsi wykorzystujące miejscowe warunki i często prowadzące własne wyżywienie. Restauracji, Gospód i Zajazdów jest wręcz zatrzęsienie. W pensjonacie „Borowik” w Jagniątkowie i w agroturystyce „Ulima” w Dziwiszowie płaciłem 35 zł za nocleg i 15 zł za obiad (październik!). Śniadania i kolacje można przyrządzać samemu w kuchence o pełnym wyposażeniu. Jednak w sezonie ceny są znacznie wyższe. Komunikacja miejska w Jeleniej Górze obejmuje okoliczne wsie i jest punktualna w przeciwieństwie do PKS-u schodzącego na psy w całej Polsce. Przez cztery dni czekałem rano w Dziwiszowie na kursowy autobus PKS w kierunku Świerzawy. Nie przyjeżdżał mimo rozkładu jazdy, a kiedy wreszcie dotarł czwartego dnia okazało się, że nie ten i zatrzymał się przypadkiem, bo wysiadał znajomy kierowcy. Jednak drobny zatarg miałem w autobusie MZKS, którym jechałem z Dziwiszowa do Jeleniej Góry. Kierowca zażądał biletu za mój plecak w wysokości ceny biletu pasażera. Razem wyszło 8,80 zł. Piszę o tym, dlatego, że we Wrocławiu i Warszawie wyjaśniło się, iż sztuka każdego bagażu to bilet w wysokości…. Złotówki! Dzieckiem przemian w Polsce okazały się tzw. „autobusiki” kursujące z miast powiatowych do wojewódzkich i na odwrót. To właśnie one są utrapieniem PKS-u. Z reguły są to mikrobusy Mercedesa lub Volkswagena prowadzone przez prywatne krajowe firmy. Podróż jest szybsza i tańsza od państwowej konkurencji.

W Podgórkach z okazji 700-lecia pierwszej wzmianki o wsi umieszczono koło remizy pamiątkowy kamień ze stosownym napisem o 7 dębach posadzonych z tej okazji. A obok… 7 uschniętych małych gałązek (!). Myślenie sprawia władzom terenowym ogromną trudność, odkąd rząd przestał wyręczać we wszystkim.

Ludzkie chaty podeszły pod sam las. Zresztą nazywanie willi za 250 tys. USD „chatą” ma znaczenie wyłącznie nonszalanckie. Panie, to wszystko miastowe, a nie tutejsze – spieszono z wyjaśnieniem. Fakt faktem, że 20% zabudowy każdej wsi stanowią budynki nowe i odbudowane. Jak można postawić dom na granicy lasu? Panie, wszystko można – odpowiada mi w Komarnie miejscowy bywalec znacząco pocierając palcami jednej ręki. A drogi prowadzące z gór do wsi zostały zagrodzone. Rozśmieszył mnie jegomość, który na jedynej drodze prowadzącej z Barańca do „Szałasu Muflon” wystawił budę z ogromnym psem. Czy jednak można śmiać się, kiedy na międzynarodowym szlaku Eisenach – Budapeszt, właściciel pola przeciąga przez drogę elektrycznego pastucha uniemożliwiając przejście? Wolność w Polsce jest rozumiana wyłącznie jako wolność jednostki i za często przechodzi w zwykłe warcholstwo.

 Tylko w Karkonoszach widać twardą rękę dobrego gospodarza, którym jest Karkonoski Park Narodowy. Drogi dobrze utrzymane i trwa przebudowa monokulturowych lasów świerkowych. Wiatrołomy są sprawnie usuwane i zagajane. Dobra informacja i ułatwienia dla turystów (wiaty). Lecz i tutaj można dopatrzeć się słabych stron. W KPN pojawiły się kasy biletowe, bo usprawnienie infrastruktury zawsze zaczynano w Polsce od … kas. Lecz w kasie nie ma telefonu i nie można zadzwonić do obiektu, ku któremu idziemy. Z ciężkim plecakiem drapałem się na Chojnik 627 m, aby dowiedzieć się, że miejsc w schronisku nie ma. Niemcy byli szybsi. Tymczasem w Zachełmiu leżącym po drugiej stronie Chojnika na szosie obok przystanku autobusowego stoi automat telefoniczny, z którego (wyłącznie na kartę!) można zadzwonić do każdej miejscowości w Polsce. Szlak zielony na wschód od Piotrówki /Ścieżka nad Reglami/, woła o ratunek. Do wymiany jest całe dosłownie obelkowanie na torfowisku. Niektóre kładki są całkowicie spróchniałe, jak ta na przecięciu Drogi na Dwa Mosty przez Węglarską Drogę, gdzie cudem nie złamałem nogi. Łatwo zauważyć, że przetrwanie gór zależy wyłącznie od rozszerzenia obszarów chronionych. Przyroda sama nie wygra z bezceremonialną ekspansją człowieka. Myślę, że najcenniejszy obszar Południowego Grzbietu Gór Kaczawskich od Przełęczy Komarnickiej aż po Przełęcz pod Widokiem powinien podlegać ochronie. Najlepiej w formie Parku Krajobrazowego. To samo dotyczy Pasma Okola. Wskazany jest jednak pośpiech! Bo cały czas chodziło mi po głowie: czy to jeszcze moje góry, czy już tylko moich Rodaków.

Jerzy K. Bieńkowski.

Od Redakcji: Powyższy artykuł jeszcze w Polsce niepublikowany. Ukazał się w USA w wychodzącym w Hamtramck tygodniku dwujęzycznym THE POLISH WEEKLY.TYGODNIK POLSKI nr 25 z dnia 22 czerwca 2006r str. 32, jako refleksje autora z zeszłorocznej (październik) podróży do Polski w Góry Kaczawskie i Karkonosze.

copyright by kaczawskie.pl

 

Jerzy K. Bieńkowski

TAJEMNICE MAŚLAKA

Nie byłbym sobą, gdybym pierwszej po latach wyprawy do Polski nie spożytkował pod względem topograficzno – toponomastycznym. Jednym z celów był ulubiony Masyw Maślaka w Górach Kaczawskich. Warto przypomnieć, że nie istnieje kulminacja o nazwie „Maślak”, ponieważ jest to miano czteroszczytowego masywu w Grzbiecie Południowym tych gór. Mimo, iż trzy z czterech grzbietowych szczytów Maślaka leżą bliżej Przełęczy Komarnickiej, łatwiej jest dostać się na nie od strony północnej niż wschodniej. Decyduje o tym sieć dróg i ścieżek. Wyjątkiem jest leżąca najdalej na wschód Folwarczna, na którą prowadzi z przełęczy jedyna droga. Najłatwiej rozpocząć z Podgórek. Od krzyżówki z drogą do Radzynia /PKS/, idziemy w górę wsi i po 200m, pomiędzy domami nr 77 i 79 skręcamy w lewo /S/ na asfaltową dróżkę. Mijamy z prawej strony transformator z czerwonej cegły, a za domami, gdy kończy się asfalt kontynuujemy marsz drogą polną /SE/, aż do jej połączenia pod lasem z Dolną Drogą, która wspinając się w Pogóreckim Dole, przez Wielkie Rozdroże dochodzi i kończy się na Okopowej Drodze. Skręcamy w prawo w Dolną Drogę i po 30m z lewej strony wchodzimy do Maćkowego Łomu. Po prawej /W/ stronie kamieniołomu znajduje się początek ścieżki /resztki tablicy informacyjnej!/, którą pójdziemy w górę, grzbietem Białych Skał. Podchodzimy w ciągu 15 min. do Walońskiej Drogi /po poziomicy/ i udajemy się tą drogą w prawo, aby po 30m zejść z niej w prawo na ścieżkę, którą w ciągu pięciu minut osiągamy Maćkowe Skały a w nich Jaskinię Walońską /Matzenloch/. Początek ścieżki oznaczono na drzewie niebieską strzałką. Nazwę polską jaskini nadał Krzysztof Mazurski w ostatnim ćwierćwieczu XXw, i nie ma ona nic wspólnego z penetracją Gór Kaczawskich przez Walończyków w XVIw. Chodziło raczej o upamiętnienie działalności Walończyków w Sudetach pierwszą polską nazwą. Powracamy do Walońskiej Drogi, która dalej biegnie na Wielkie Rozdroże, a stamtąd ponad Pogóreckim Łomem zmierza w stronę Trznadlowego Siodła, gdzie kończy się na skraju lasu. My idziemy w górę naszą ścieżką. Wkrótce z lewej strony wychodnia zieleńców, skałka Pochyłek, a zaraz potem Okopowa Droga. Droga ta wychodzi z Podgórek poniżej przystanku PKS, z którego zaczynaliśmy nasza trasę i zmierza na południowschód przecinając Walońską Drogę na wysokości 442m, biegnie przez Krzystkowy Dół /Ersen Grund/, a następnie przecina Zimny Dół i potok Zimną Szparę wykonując „agrafkę” aż pod kamieniołom Silesia. Ponownie powraca i przechodzi przez Zimny Dół na jego zachodnią stronę i trawersuje północne zbocze Maślaka aż po Okopy. Tutaj okrąża Piwniczną, zmienia kierunek na południowy i na wysokości Psiego Kościoła, szerokim łukiem w kierunku zachodnim wychodzi na skraj lasu powyżej Trznadlowego Siodła, gdzie spotyka Walońską Drogę. Okopową Drogą udajemy się w prawo /W/, i po około 100m osiągamy jej najwyższy punkt. Jesteśmy przy Okopach. Tuż przy drodze mamy po prawej stronie /N/ okop działowy a poniżej transzeję około 150m długości. Istnieje podejrzenie, że są to okopy szwedzkie z okresu pobytu tych wojsk w Kotlinie Jeleniogórskiej w 1620r. Brak badań archeologicznych od 40 lat uniemożliwia weryfikację tej hipotezy. Przy Okopowej Drodze dalej w kierunku południowym znajduje się ciekawa skałka Okapek z charakterystycznym cienkim daszkiem, od którego wzięła nazwę. Przypomnieć muszę również nazwę Trafalgar Felsen / Trafalgarska Opoka/. Oprócz Jaskini Walońskiej /Matzenloch/, był to przed WWII jedyny nazwany obiekt Białych Skał. Autorem nazwy był hrabia Ferdynand von Harrach, niezły artysta – malarz a przy tym miłośnik admirała Nelsona, rezydent pałacu w Podgórkach.. Wydaje mi się, iż nazwa Trafalgar powinna wrócić na swoje miejsce, którym jest najlepiej widoczna z Podgórek skała, gdyż wystaje ponad las.

Tuż za Okopami odchodzi w lewo /S/ od Okopowej Drogi podrzędniejsza Maślana Droga, która zaprowadzi nas na wierzchowinę Okopowej, najwyższego szczytu masywu. W miejscu, gdzie droga ta odłącza się od Okopowej Drogi, po jej prawej stronie /W/ mamy potężny dół otoczony wałem z krytarzem dojściowym. To kolejny obiekt Okopów o trudnym do zdefiniowania przeznaczeniu. Sąsiednia nazwa Kellerstein sugeruje, że mogła być to piwnica. Wiosną i latem zakrywają ją gałęzie rozkrzewionych drzew: wiązu i jesionu, które porastają wał. Niecałe 100m dalej na południe przy Maślanej Drodze znajduje się kulminacja Piwnicznej /Kellerstein/ przesadnie nazywana skałką. Szczyt tej górki tworzy rumowisko skalne a porastają je samosiejki drzew liściastych i kilka świerków. Od Piwnicznej Maślana Droga wznosi się do góry osiągając linię grzbietu, na którym zmienia kierunek na wschodni. Rozpoczynamy monotonne podejście na wierzchowinę Okopowej, kulminację masywu Maślaka.Tuż przed miejscem, gdzie droga na szczycie rozdwaja się schodzimy w lewo /N/ i bez ścieżki przez liściasty las podchodzimy 50m do widocznego dobrze potężnego rumowiska skalnego, z którego wyrasta szczytowa skałka – Okopowa w postaci ogromnego bloku skalnego, znacznej wysokości. Na zboczu rumowiska dalsze skałki. Na zachodniej stronie podwójna skałka Sowita / stp.- podwójna/. Powracamy do krzyżówki i Maślaną Drogą w prawo /S/ schodzimy do Rozdroża pod Pośrednią. Przed nami Pośrednia, kolejny i chyba najciekawszy szczyt masywu Maślaka. Dobrze widoczna szczytowa wierzchowina oddzielona jest od skalnej grzędy czymś w rodzaju wąwozu, którym biegnie Droga w Pośredniej. W Grzędzie od strony południowej okazała skała Chyniec, a na jej drugim końcu charakterystyczny filar- Barani Gnat. Nazwa nawiązuje do pobliskiego Barańca, kulminacji Gór Kaczawskich. Nazwa Chyniec pochodzi od czasownika: chynąć tj. nachylić się, skłonić ku czemuś. Skałka oglądana z góry z Drogi w Pośredniej wygląda jak by chciała nachylić się i zobaczyć własne urwisko. Z Rozdroża pod Pośrednią i u stóp Chyńca prowadzi dróżka skalna: Ścieżka pod Chyńcem osiągająca najwyższy punkt i ekspozycję na filarze Baraniego Gnatu. Długość skalistego odcinka ścieżki wynosi około 200m. U stóp Folwarcznej łączy się ona z innymi ścieżkami sprowadzającymi do dróg w kierunku Przełęczy Komarnickiej. Brak jest komunikacji pomiędzy Pośrednią i Folwarczną. Z Przełęczy Komarnickiej prowadzi na Folwarczną wspomniana już droga, zanikająca na szczytowej wierzchowinie, która jest aktualnie zalesiana. Warto zapamiętać, iż Maślak ma w linii grzbietowej cztery główne szczyty /od zachodu/: Psi Kościół, Okopową, Pośrednią i Folwarczną. Czas przejścia z Podgórek do Przełęczy Komarnickiej wynosi dwie godziny.

W północnej części Przełęczy Komarnickiej znajduje się Mały Rozstaj, który tworzą trzy drogi: odchodząca na wschód Wojcieszowska Droga /żółty szlak/, biegnąca na północozachód do Podgórek Klemensowa Droga, oraz odłączająca się od niej po 100m Chechelna Droga. Klemensowa Droga trawersuje zbocza Folwarcznej i Pośredniej, przecina Okopową Drogę i wyznacza wschodnią granicę Białych Skał na odcinku od tej drogi do Walońskiej Drogi, z którą krzyżuje się na wysokości 500m. Kończy się w Podgórkach poniżej przystanku PKS. Na Małym Rozstaju, na zachód od Klemensowej Drogi znajdowały się tzw. Zimne Szpary /Kalte Ritze/, skałka a raczej skalne rumowisko, po którym nie ma dzisiaj śladu. Nazwa została przeniesiona na potok Zimna Szpara i w ten sposób mamy jedyną w Górach Kaczawskich nazwę o charakterze erotycznym. Odchodząca od Klemensowej Drogi Chechelna Droga schodzi do Zimnej Doliny początkowo nad wspomniany potok a następnie szerokim łukiem zbliża się do Klemensowej Drogi kończąc się w jej sąsiedztwie na Okopowej Drodze. Zgodnie z nazwą Chechelna Droga jest mokra, błotnista i nieprzyjemna. Pomiędzy Wojcieszowską Drogą a Chechelną Drogą na północnym skłonie Przełęczy Komarnickiej, rozciąga się źródliskowa, błotnista łąka potoku ZimnaSzpara zwana Wysokie Chechło. Potok wypływa tutaj z kilku wysiękowych źródeł, z których najwyższe znajduje się w pobliżu Wojcieszowskiej Drogi.

Jeżeli w miejscu, gdzie Maślana Droga wchodząc na grzbiet masywu zmienia kierunek na wschodni zejdziemy z drogi i udamy się przez las w kierunku NW, to po około 150m zobaczymy zarośnięty szczyt Psiego Kościoła z charakterystyczną szczytowa skałką. W ciągu ostatnich 25 lat całkowicie zarosło zieleńcowe rumowisko skalne pod szczytem, a z Suchego Lasu oddzielającego to rumowisko od Okopowej pozostały smętne resztki. Natomiast leśna droga odchodząca na zachód z tego samego zakrętu wyprowadza po 500m na szerokie bezleśne Trznadlowe Siodło stanowiące obniżenie pomiędzy Psim Kościołem i Ogierem. Pod przełęczą od strony południowej rozciąga się Trznadlowa Łąka, aż po drogę, przy której stał Trznadlowy Folwark /obecnie ruina/. Z drugiej strony grzbietu od północy graniczy z nią największa łąka Gór Kaczawskich, – Starokońska Pastwa. Osią grzbietu jest zwężający się grzbiecik pomiędzy Ogierem i Kobyłą zwany Starym Koniem, /Altes Pferd/. Wspomnieć również należy o bocznym grzbieciku odchodzącym od Ogiera w kierunku SW i zakończonym małą zalesioną górką o nazwie Srokosz. Tak w skrócie przedstawia się nazewnictwo najwyższej i najważniejszej części Maślaka. Część toponimii przedstawionych w tekście znajduje się na załączonym fragmencie mapy pruskiej T.K. Messtischblatt z arkusza Kauffung nr 5061, aktualizowanej w 1936r, w skali 1:25000. Przedstawia ona rejon wsi Podgórki /Tiefhartmannsdorf/, oraz najwyższą część Masywu Maślaka pomiędzy Podgórkami a Komarnem /Kammerswaldau/, Pominięto drobniejsze toponimia na Grzędzie na Pośredniej, oraz skałkę Pochyłek na Białych Skałach.

Zobacz mapę Maślaka

Legenda do mapy:

1. Frycowe Wysocze – kulminacja grzbietu, 2. Krzyżowa – góra, 3. Okopowa Droga, 4. Pogórecki Łom, 5. Pogórecki Dół – dolina, 6. Okapek – skałka, 7. Trafalgar – skała, 8. Jaskinia Walońska, 9. Pałac Zedlitzów w Podgórkach, 10. Walońska Droga, 11. Klemensowa Droga, 12. Maćkowy Łom, 13. Krzystkowy Dół – dolina, 14. Okopy, 15. Zimna Szpara – potok, 16. Zimny Dół – dolina, 17. Chechelna Droga, 18. Okopowa – szczyt i skałka, 19. Wysokie Chechło – łąka źródliskowa, 20. Mały Rozstaj, 21. Przełęcz Komarnicka, 22. Folwarczna – góra, 23. Pośrednia – góra, 24. Psi Kościół – szczyt i skałka, 25. Piwniczna – kulminacja, 26. Wielkie Rozdroże, 27. Trznadlowa Łąka, 28. Trznadlowy Folwark, 29. Trznadlowe Siodło, 30. Ogier – góra, 31. Srokosz – szczyt, 32. Piekarnicza Dolina, 33. Przełęcz pod Kobyłą, 34. Kulminacja grzbietu Kobyły, 35. Stary Koń – grzbiet, 36. Droga na Pogóreckie Siodło, 37. Podgórki /Tiefhartmannsdorf/ - wieś, 38. Dolna Droga, 39. Komarno /Kammerswaldau/ - wieś.

Dygresja: Przy okazji wyjaśniam, iż urzędowy przymiotnik od nazwy PODGÓRKI brzmi: 'pogórecki' a nie 'podgórecki' jak wielu sądzi.

P.S. Powyższy tekst ukazał się na łamach ‘Gazety Górskiej’ nr 2 (55) z Kwietnia – czerwca 2006 roku w formie nieco zdeformowanej (początek, koniec, legenda i mapka). Redakcja opublikowała pierwszą niepoprawioną wersję tego artykułu. Obecna, zawiera prawidłowe nazewnictwo i oryginalną mapkę.

Jerzy K. Bieńkowski.

copyright by kaczawskie.pl

 

Jerzy K. Bieńkowski

PIĘKNE I DZIWNE NAZWY GÓR KACZAWSKICH

Wśród pierwszych 1200 polskich toponimii Sudetów ustalonych urzędowo w maju 1949 roku, znalazły się 44 nazwy obiektów topograficznych Gór Kaczawskich. Stanowiło to 3,58% całego nowego sudeckiego nazewnictwa terenowego, a w Sudetach Zachodnich wyznaczało środkowe pozycje za Pogórzem Izerskim – 139 nazw, Pogórzem Kaczawskim – 110, Karkonoszami – 84, Górami Izerskimi 46 nazw, a przed Rudawami Janowickimi – 24, Bramą Lubawską – 22 i Kotliną Jeleniogórską – 16 nazw.
Pojawiły się czynne do dzisiaj nazwy: Grzbiet Południowy, Grzbiet Północny, Góry Ołowiane. Nazwano wszystkie ważniejsze kulminacje tych gór: Wapienną, Stromiec, Szybowisko, Maślak, Skopiec, Baraniec, Różankę, Turzec, Połom, Miłek, Marciniec, Żeleźniak, Osełkę i Porębę.
Ze względów ideologicznych tropiono wszelkie nazwy „kultowe” nadając im takie miano, które zacierało ślady: Kappelen Berg – Widok, Patenstein – Chróstnik. Z powodów politycznych usuwano z nazewnictwa pamięć o postaciach zasłużonych w historii Niemiec, lub osoby „niewłaściwego” pochodzenia społecznego: Blücher Höhe – Łysa Góra, Prittwitz Berg – Ciechanówka, i wreszcie, aby nie utrwalać obrazów i wspomnień z II wojny światowej starannie przechrzczono kulminacje o nazwie Galgenberg na Dudziarza i Głogowca. Trudno jednak zrozumieć zainteresowanie Podkomisji Sudeckiej Komisji Ustalania Nazw Miejscowych takimi peryferyjnymi górami jak: Czyżyk, Skowron, Kobyła, Gaik, Meszna, Bukowinka, Grodzik czy Wilkom. O skali całego przedsięwzięcia świadczy 321 niemieckich nazw terenowych w Górach Kaczawskich, co oznacza, że na język polski wspomniana Podkomisja tłumaczyła, co siódmą lub ósmą nazwę niemiecką. Polskie nazwy w tomie 6 Słownika Geografii Turystycznej Sudetów posiada mniej, niż 57% toponimii niemieckiej, a oprócz tego nazwy polskie nadane po 1945r. obiektom fizjograficznym nieposiadającym nazwy niemieckiej stanowią mniej niż 17% całego terenowego nazewnictwa niemieckiego. Cała nasza obecność nazewnicza w Górach Kaczawskich nie sięga nawet 75% nazewnictwa niemieckiego, przed 1945r, i to po 60 latach po odzyskaniu tych terenów! Do tego wszystkiego dodam jeszcze fakt bardzo późnego wydania pierwszej polskiej turystycznej mapy Gór Kaczawskich, dopiero w roku 1970. Autor należy do pokolenia, które po tych górach chodziło „na sagę” posługując się „steciówką” i wspomagając mapą Karkonoszy PPWK. Szlaki wówczas istniejące można było policzyć na palcach jednej ręki. Może właśnie, dlatego do nazewnictwa tych gór podchodzę wyjątkowo emocjonalnie.
Pisałem już wcześniej, że nie ma w Sudetach drugiej grupy górskiej o bardziej zagmatwanym nazewnictwie niż Góry Kaczawskie. Zbyt wielu chętnych dłubało przy kaczawskich nazwach, aby mogło górom wyjść to na dobre. Na odcinku od Widoku do Przełęczy Komarnickiej tylko cztery nazwy: Stary Koń, Psi Kościół, Okopy i Folwarczna posiadają historyczne uzasadnienie. Reszta jest w większości dowodem nieporadności, braku rozeznania lub zwykłego uporu ich twórców. Bardzo łatwo jest nadać nazwę dowolnemu obiektowi fizjograficznemu, z czego skwapliwie korzystało wielu, ale jest wielką sztuką zapewnić tej nazwie ciągłość historyczną i poprawność językową jak również prawidłowe wpisanie się w mapę nazewnictwa terenowego danej grupy górskiej bez niepotrzebnych homonimów i synonimów. Domorośli autorzy nazw o to już nie dbają i dlatego mamy to, co mamy.

Po tych wyjaśnieniach przedstawiam swoją listę dziesięciu nazw, najbardziej udanej i nieudanej toponimii Gór Kaczawskich. Zaczynam od nazw najładniejszych, które wyliczam w porządku alfabetycznym, / obok nazwy numer strony z hasłem w tomie 6 SGTS /:
Babiniec – 63, Gaik – 124, Jaskinia Ostrych Kantów – 148, Kaczawa – 161, Klęśniak – 170, Lipka – 191, Matczyny Kierz – 203, Niesytno – 220, Nysa Szalona – 223, Okole – 225.
Mamy prawdziwy kogel-mogel! Dwie rzeki, potok, trzy kulminacje, zamek, skałę, jaskinię oraz autentyczny kierz, czyli sudeckie krzakowisko. Nazwy T.Stecia to klasyka sudeckiego nazewnictwa, tutaj mamy „Babiniec”. Nestor sudeckiego przewodnictwa i krajoznawstwa pouczał, że nazwy z przymiotnikiem „babi-hexen” wskazują na pradawne praktyki kultowe. Podkomisja Sudecka KUNM ma na liście aż cztery trafienia: Gaik, Kaczawa, Nysa Szalona i Okole. Autorzy tomu 6 SGTS podali,że nazwa ‘Niesytno’ wystąpiła już w roku 1945, co oznacza, iż była nazwą ludową, ponieważ pierwsze zarządzenie o przywróceniu i ustaleniu urzędowych nazw miejscowości ukazało się 7 maja 1946 roku. Nazwa początkowo odnosiła się do obu zamków i wsi i została w roku 1950 zmieniona dla wsi na ‘Płonina’. Obecnie Niesyto to tylko stary zamek, podczas, gdy XVI-wieczny pałac (Wilhelmsburg) nazywany jest ‘zamkiem w Płoninie’. Etymologia nazwy niemieckiej ‘Nimmersatt’ jest niepewna. Nimmersatt to żarłok, co transponowane na polski daje ‘nie syt’. Stąd Niesytno. H.Gaczyńska za niemieckim językoznawcą M.Gottschaldem podaje, że niemiecka nazwa może oznaczać ‘miejsce nieurodzajne i nieuprawne’, (co znakomicie tłumaczy urzędowa nazwa: Płonina), ale Gottschald wywodzi nazwę od ‘nimmer’- nigdy i ‘sath’- siedziba, miejsce zamieszkania, co oznaczałoby osadę założoną na miejscu wcześniej niezasiedlonym. Pozostaje jednak wątpliwość, czy miejsce niezasiedlone (bezludne) można oznaczyć nazwą ‘miejsce niezasiedlone’(!). Dlatego obie nazwy polskie: Niesytno i Płonina dobrze tłumaczą sens nazwy niemieckiej. Tylko Nysa Szalona jest dokładnym tłumaczeniem / tzw. kalką / nazwy niemieckiej Wütende Neisse, pozostałe nazwy to już „wyższa szkoła jazdy” w zakresie toponomastyki. W pierwszym rzędzie dotyczy to Kaczawy a zwłaszcza nazwy „ Okole”, będącej jedną z najpiękniejszych nazw w Sudetach. Nazwa jaskini wywodzi się ze środowiska speleologów. Jest nazwą dwuznaczną, / kant to homonim /, a przy tym niepozbawioną humoru. Matczyny Kierz to czuła nazwa K.Mazurskiego będąca udanym przekładem chropowatego Fraumutter Busch. Wreszcie ‘Klęśniak’, jest zagadkową i niepewną nazwą Zbygniewa Martynowskiego pracowicie rozszyfrowaną z niemieckiego Klessenstein. Jej dwuznaczność polega na tym, że wyprowadzono ją od przymiotnika ‘klęsły’ tj. zagłębiony, zapadnięty, uginający się, tęchnący w odniesieniu do trwałego materiału, jakim jest skała. Tymczasem ‘klessen’ wskazuje raczej na rzadki czasownik ‘kleścić, potem kleśnić’ oznaczający pozbawianie samców zwierząt zdolności płodzenia (kastrowanie). Czynność tą wykonywano specjalnymi kleszczami przez zgniatanie jąder. Tak, więc nazwa jest raczej związana z pasterstwem a nie z kształtem terenu czy skały i odnosiła się do losu kozłów, byczków i baranów. W tej wersji powinna brzmieć: Kleśna.

Znacznie więcej mam do powiedzenia o drugiej liście najbardziej nieudanej toponimii Gór Kaczawskich:
Czereśniak – 93, Kirch Berg, czyli Kościelna.
Kościół / Kirch / pomieszał się komuś z czereśnią / Kirsch /. Dlatego ani Czereśniak, ani Księża Góra, lecz Kościelna. Na zboczu tej góry w Mysłowie stoi kościół filialny św. Jana Chrzciciela, stąd nazwa kulminacji.
Czerniak – 95, Kretscham Berg, czyli Karczmiak.
Pisząc recenzję tomu 6 SGTS, pospieszyłem z gratulacjami pomysłowości autorowi tego hasła. Tymczasem okazało się, iż winowajcą jest T.Steć, który umieścił tą nazwę w roku 1970 na pierwszej polskiej mapie Gór Kaczawskich. Dlatego zwracam honor i przepraszam! Czerniak / melanoma / to straszny nowotwór i niewiele osób go przemogło. Ta nazwa w ogóle nie powinna trafić na mapy! Nazwa niemiecka była prosta: Kretscham to karczma. Stąd Karczmiak.
Dudziarz – 116, Galgenberg, czyli Dudziarz / Obiesita /.
Piękna i okazała góra w Grzbiecie Południowym nad Przełęczą Radomierską. Nazwa Galgenberg / toponim egzekucyjny / wskazuje na straszną przeszłość. Autor hasła w tomie 6 SGTS napisał: „Stara nazwa szczytu została niefortunnie przeniesiona w polskiej wersji na sąsiednią Szubieniczną”. Czyżby? Zacznijmy od tego, że nie ma w pobliżu góry o nazwie Szubieniczna, ponieważ kulminacja, o której autor pisze nazywana jest błędnie Straconką (T.Steć!), i leży nieco ponad 800 metrów w kierunku północozachodnim od Dudziarza. Góra nie posiadała nazwy niemieckiej. Dudziarz jest nazwą niefortunną i w miejscu niewłaściwym. Obraz dudziarza grającego pod szubienicą byłby do zaakceptowania w jakimś poetyckim filmie, ale nie przystaje do tradycji nazewniczych. Nazwa Dudziarz wysmażona przez Podkomisję Sudecką KUNM została nadana górze w maju 1949 roku, wraz z pierwszymi 1200 polskimi nazwami w Sudetach. Ma charakter urzędowy, co uniemożliwia wszelkie ruchy. Ponieważ potężna góra wypuszcza aż cztery ramiona można jej urzędową nazwę rozciągnąć na cały masyw / jak w przypadku Maślaka /, a zwolnionemu w ten sposób wierzchołkowi nadać nazwę nawiązującą do tradycji miejsca – Obiesita, od stp. obiesić – powiesić.
Jezioro Kaczorowskie – 150, Katzbachtalsperre, czyli Jezioro Kaczawskie.
Nazwa niemiecka jest jednoznaczna: Katzbach to Kaczawa. Komu do głowy przyszedł pomysł zrobienia „Jeziora Kaczorowskiego” z Jeziora Kaczawskiego? Kolejny kaczor, prześladowca tych gór. To może bez ceregieli: „Jezioro Donalda” i będzie święty spokój! Warto jednak przypomnieć, że Jan Koszmider autor świetnego artykułu o źródłach Kaczawy, dwukrotnie nazywa w nim jezioro „zbiornikiem retencyjnym koło Okrajnika”, ponieważ doskonale orientuje się gdzie jest Kaczorów, a gdzie jest Okrajnik.
Kaczorek – 162, Czerniak, czyli Karczmiak.
W roku 2001 w recenzji tomu 6 SGTS nazwałem tą nazwę „ moim typem na najbardziej idiotyczny oronim Gór Kaczawskich” i w całości podtrzymuję tą opinię. Jeżeli ktoś uważa, że Góry Kaczawskie i Góry Kaczorowskie to jedno i to samo to dyskusja jest bezsensowna. Natomiast spieszczanie błędnej nazwy - Kaczorów,(W roku 1412 wieś wymieniono pod nazwą ‘Kaczindorf’, czyli Kaczyn) po to, aby stworzyć wadliwy miot / Kaczorek! /, wymaga zdecydowanego odporu!
Przełęcz nad Kobyłą – 266, czyli Przełęcz pod Kobyłą.
Nie ma gorszej rzeczy od ładnie brzmiącej bezsensownej nazwy. Będzie wracała jak bumerang, wbrew rozsądkowi i logice. Jeżeli Kobyła ma 626m wysokości, a Ogier liczy sobie metrów 646, to leżąca pomiędzy nimi przełęcz 592m nie może być „nad” Kobyłą, ponieważ leży POD nią.
Przełęcz Widok – 268, najlepiej na zawsze zapomnieć!
Od lat funkcjonuje ta nazwa – widmo, ale nie istnieje obiekt fizjograficzny, którego ona ma dotyczyć. Dlatego miłośnicy „przełęczy” próbują podwiesić ją do Widoku, do Kapeli lub Przełęczy pod Widokiem. Od lat obserwuję pomysłowość tego towarzystwa i przypuszczam, że nowych propozycji z pewnością nie zabraknie.
Sakowczyk – 290, Buch Berg, czyli Bukowczyk
Konia z rzędem temu, kto odgadnie, co to takiego ten Sakowczyk? Może synek błędnego rycerza, Sakowca? Wygląda raczej, że to mocno zbłądził autor tego hasła w SGTS, robiąc z Buch B. owego Sakowczyka.
Wysoka – 354, Dürre Berg, czyli Suchoń.
Kolejna bezsensowna nazwa! Dlaczego „Sucha Góra” ma się zwać Wysoką? I jaka tam wysoka, raptem 461 metrów!
Wywołaniec – 354, Immigen Berg, czyli Ludwikowa.
Nazwa dziwoląg. Kogo lub, co ma wywoływać ta góra? Jest to niemiecka nazwa odosobowa od nazwiska właścicieli tej góry. Zgodnie z zasadami nazewnictwa powinna być przetłumaczona na polską nazwę odosobową. W tym przypadku sytuację mamy ułatwioną, ponieważ Chrośnica nazywała się Ludwigsdorf, co daje popularne również i w Polsce imię zasadźcy – Ludwik. A to prowadzi do najprostszej nazwy: Ludwikowa.

O błędnej toponimii Gór Kaczawskich można pisać bez końca, co w części czynię. Tylko siły są nierówne. Co zdziała jeden recenzent przeciwko armii „wiedzących lepiej”? Tom 6 SGTS zawiera 281 haseł. Z tej liczby aż 92 hasła posiadają wady językowe, historyczne lub topograficzne, co sprawia, że jest to najsłabszy tom w Sudetach Zachodnich i jeden z najgorszych w Sudetach. Z dziesięciu najbardziej nieudanych nazw tylko jedną nazwę / Dudziarz /, popełniła Podkomisja Sudecka KUNM. Wszystkie pozostałe nazwy obciążają dolnośląskie krajoznawstwo: licznych autorów artykułów, książek, folderów i przewodników, a przede wszystkim map turystycznych. I marna jest nadzieja na poprawę, bo z każdym rokiem jest więcej, czyli gorzej, zwłaszcza, że jedni odpisują od drugich.

Jerzy K. Bieńkowski
 

"Moje Miejsca w Dolinie Kaczawy" 

Piotr Norko,

Swierzawa 2004

Stowarzyszenie Milosnikow Gor Kaczawskich

 

Przewodnik turystyczny po najatrakcyjniejszych subiektywnie miejscach w dolinie Kaczawy.

Wydawnictwo wydane dzieki staraniom Stowarzyszenia za pieniadze Unii Europejskiej (Phare, Polska-Niemcy 2001), Starostwa Powiatowego w Zlotoryi oraz srodkom wlasnym Stowarzyszenia.

 

Chcesz wiedziec wiecej - napisz

 


powrót do strony głównej